Godzina
e-mail: Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
Spotkania
Narciarstwo wolności
08.11.2017.

ZAKOS partnerem medialnym Projektu Wojtka Szatkowskiego

Dodatkowo odbędą się wejścia skiturowe z miłośnikami ski-touringu na:

Kotelnica Białczańska, Jurgów, Czarna Góra, Kasprowy Wierch, Gubałówka, Jaworzyna Krynicka, wysypisko śmieci w Nowym Targu – pod kątem ekologii, hałda górnicza w Rybniku – pod kątem zanieczyszczenia środowiska i czystego powietrza. W ramach projektu powstają dwa przewodniki ski-turowe po polskich górach.

Partnerzy: Muzeum Tatrzańskie, Schroniska i Hotele PTTK Spółka „Karpaty”, Maciej Woliński „Lexicon”, Paweł Nowak, Rafał Sonik, Jan Gluc, Polskie Koleje Linowe S.A., Tatrzański Związek Narciarski TZN, Magazyn Sportowy „Góry”, Magazyn Turystyki Górskiej „N.P.M”, „Gazeta Górska”, „Zakos”, „Tygodnik Podhalański”, Kawiarnia „Strh” Zakopane, Radio Kraków, wspiera nas Radio Pogoda, www.goryonline.plwww.skiturowezakopane.pl,www.nieznanetatry.pl , www.watra.pl

O projekcie „Narciarstwo Wolności” na Facebooku https://pl-pl.facebook.com/narciarstwowolnosci/

Projekt będzie realizowany na nartach Dynafit „Broad Peak”.

Serdecznie zapraszamy!

Wsparcie fotograficzne projektu: Adam Brzoza, Waldemar Czado

Logo projektu zaprojektował: Bartłomiej Witkowski

Pokażemy też zapowiedź filmu o projekcie „Narciarstwo Wolności”, którą zrealizowali Szymon Rzankowski i Artur Ciuła Tatar

W górach pomysłodawcy projektu będą towarzyszyć narciarze: Andrzej Bargiel, Waldemar Czado, Grzegorz Mołczan, Bartosz Górski, Marcin Kuś, Mateusz Mróz, Adam Brzoza, Maciek Bielawski, Józef Brzuchacz, Anna Gąsienica-Daniel, Łukasz Girtler i inni. Zapraszam do wzięcia udziału w projekcie, mój e-mail:  Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć

 
Pamiętamy o Karłowiczu
03.02.2016.

Pamiętamy o Karłowiczu- czyli skitury, góry i historia sprzed 100 lat

Stowarzyszenie im. Mieczysława Karłowicza w Zakopanem i portal Skitourowezakopane.pl wraz z Miastem Zakopane w przeddzień rocznicy śmierci Mieczysława Karłowicza, w niedzielę, 7 lutego organizują cykl wydarzeń upamiętniających postać tego wielkiego kompozytora i miłośnika gór pt. Pamiętamy o Karłowiczu.

Skiturowy początek
Wydarzenie rozpocznie wspólna wycieczka skiturowa z Kuźnic pod Kamień Karłowicza przy Małym Kościelcu, gdzie fani narciarstwa turowego spotkają się w samo południe aby oddać hołd zmarłemu artyście. 
O godzinie 08:45 grupa 40 osób pod opieką licencjonowanych przewodników (Zofii Bachledy, Piotra Gruszki, Heleny Roj i Stanisława Styrczuli) ruszy pod Kamień Karłowicza. Wycieczka jest darmowa i przeznaczona dla osób, które znają podstawy skituringu. Niemniej jednak, ze względu na ograniczoną ilość miejsc należy zapisać się poprzez formularz dostępny na stroniehttp://www.muzykanaszczytach.com/pl/pamietamy-o-karlowiczu-7-lutego-2016/#more-4441
Osoby, które będą wchodziły indywidualnie -  spotkają się z grupą o godzinie 12:00 pod Kamieniem Karłowicza, gdzie organizatorzy przygotowali symboliczną akcję upamiętniającą czołowego polskiego kompozytora. 
 
*Osoby, które nie mają swojego sprzętu mogą go wypożyczyć w Tatra Trade (rondo Kuźnickie), gdzie na hasło „Karłowicz” wypożyczenie kompletu sprzętu skiturowego będzie kosztować 60zł.

Rekonstrukcja akcji ratunkowej
18:00 na Górnej Równi Krupowej (w okolicach restauracji Villa Toscana) będzie miała miejsce inscenizacja akcji ratunkowej sprzed 100 lat! W wydarzeniu wezmą udział ratownicy TOPR-u oraz aktorzy, wszyscy będą przebrani w dawne stroje, by całości wydarzenia nadać charakter czasów minionych. Przedstawienie zakończy pokaz teraźniejszej akcji ratowniczej z użyciem dostępnych „cudów techniki”.

Filmowe zakończenie
Po akcji rekonstrukcyjnej, w restauracji Villa Toscana będzie miała miejsce projekcja filmu Jakuba Brzosko o ratownikach tatrzańskich pt. „Ojcowie i synowie” oraz prelekcja poświęcona postaci Mieczysława Karłowicza. Ze względu na ograniczoną ilość miejsc konieczna jest rejestracja online. Formularz dostępny jest tutaj: http://www.muzykanaszczytach.com/pl/pamietamy-o-karlowiczu-7-lutego-2016/#more-4441

Narodziny tradycji
Celem, który przyświecał organizatorom podczas tworzenia tego innowacyjnego wydarzenia było marzenie o stworzeniu nowej, pięknej tradycji w Zakopanem. Tradycji pamięci o tych, którzy w górach zostali już na zawsze, a także uwrażliwienia turystów na niebezpieczeństwa czyhające w górach i ukazanie współczesnych możliwości ratownictwa lawinowego.

Przyjaciele eventu
Współorganizator: Miasto Zakopane

Partnerzy: Biuro Promocji Zakopanego, TOPR, Tatrzański Park Narodowy, Muzeum Tatrzańskie, Skitour School,  restauracja Villa Toscana, Twoje Wino, Future Tech
 
Patroni medialni: Tygodnik Podhalański, Infogram, Podhale24, Program „Pod Tatrami”

 
WIGILIA
13.12.2015.

 Wigilia jest starym chrześcijańskim zwyczajem oczekiwania. Przed każdym wielkim świętem poprzedzająca noc jest oczekiwaniem. A szczególną wigilią była ta pisana wielką literą - Wigilia Bożego Narodzenia, tego jednego z centralnych świąt - powiedział dominikanin o. Maciej Zięba.

Dodał, że w tradycji chrześcijańskiej od samego początku zwyczaj ten dotyczył różnych świąt, my jednak mówimy szczególnie o tej jednej wigilii - Wigilii Bożego Narodzenia.

Podkreślił, że istotą Wigilii Bożego Narodzenia jest przyjście na świat Chrystusa jako Człowieka, dlatego też mocno akcentowany jest element rodzinny. - W tradycji chrześcijańskiej jest to celebracja święta rodzinnego, a szczególnie uwidocznione są takie wartości jak: otwarcie, wzajemna miłość, pokój i pojednanie, gdy w rodzinie były jakieś napięcia. I to jest szczególna wartość Wigilii Bożego Narodzenia - podkreślił o. Zięba.

Zwrócił jednocześnie uwagę na znaczenie symbolu pustego miejsca przy stole wigilijnym. - Symbol ten jest bardzo ewangeliczny, gdyż jest on przypomnieniem, że Maryja z Józefem nie znaleźli miejsca, zostali odtrąceni. Stąd też my chrześcijanie mamy się troszczyć o tych odtrąconych, o tych, którzy potrzebują pomocy. Jest to znak pewnej wewnętrznej gotowości, ale w sposób szczególny powinien się przejawiać w Wigilię Bożego Narodzenia - zaznaczył o. Zięba.

Wigilii towarzyszy wiele zwyczajów i symboli. Najważniejszym polskim zwyczajem wigilijnym jest łamanie się białym opłatkiem. Łamiąc się opłatkiem, składamy sobie życzenia, przepraszamy za zło wyrządzone sobie wzajemnie od ubiegłego roku - w małżeństwie, w rodzinie, w sąsiedztwie. Składamy sobie wzajemnie obietnicę szczerej poprawy.

Wieczerza wigilijna tradycyjnie rozpoczyna się wraz z pojawieniem się pierwszej gwiazdki, symbolizującej gwiazdę betlejemską, która prowadziła Trzech Króli do narodzonego Jezusa. Kolację rozpoczyna się od odczytania fragmentu Ewangelii św. Łukasza, wspólnej modlitwy, życzeń i przełamania się opłatkiem.

Pod obrus zwykle wkłada się odrobinę siana, jest to nawiązanie do stajenki betlejemskiej, miejsca narodzin Jezusa. Na stole stawia się przynajmniej jedno dodatkowe nakrycie - to symboliczne wolne miejsce dla niespodziewanego gościa lub nieobecnych bliskich.

Zgodnie z tradycją na stole wigilijnym powinno znaleźć się dwanaście dań, a każdy z uczestników wieczerzy powinien skosztować każdego z nich, by zapewnić sobie pomyślność w nadchodzącym roku.

Od 2003 r. - zgodnie z formułą przykazań kościelnych, zatwierdzonych przez Watykańską Kongregację Nauki Wiary - formalnie nie obowiązuje post w Wigilię Bożego Narodzenia. Post obowiązuje katolików jedynie wówczas, gdy Wigilia przypada w piątek. Niemniej Polacy zwykle nie jedzą tego dnia mięsa w poszanowaniu wielowiekowej tradycji, do czego zachęcają polscy biskupi.

W Polsce – jako jednym z nielicznych krajów – Wigilia jest również dniem wręczania prezentów; na Zachodzie Mikołaj pojawia się dopiero w dzień Bożego Narodzenia – 25 grudnia.

Choć 24 grudnia nie jest dniem wolnym od pracy, większość firm kończy pracę wcześniej.

Wigilia w polskiej obyczajowości jest świętem bardzo rodzinnym, powszechnie uważanym za najważniejszy dzień w roku (w wielu krajach nie ma on aż takiego znaczenia). Podobnie jak w Polsce Wigilię obchodzi się na Litwie, w Czechach i na Słowacji. Zwyczaj łamania się opłatkiem nie jest znany poza Polską i Litwą.

W Polsce Wigilia zyskała popularność w XVIII w., a w XX w. stała się powszechną tradycją. Tego dnia w wiejskich chatach i dworach umieszczało się w czterech rogach głównej izby cztery snopy zbóż: pszenicy, żyta, jęczmienia i owsa, aby narodzony Jezus nie skąpił w Nowym Roku niezbędnego pokarmu dla zwierząt i ludzi.

Dawniej na wsi podawano bydłu w oborze kawałek różowego opłatka, a także kawałki potraw z wigilijnego stołu. Niektóre ze zwierząt wprowadzano na chwilę do domu. Zapraszano na swoją posesję również zwierzęta leśne, w tym wilki, przed domem rzucano dla nich pożywienie.

Do tych zwyczajów doszła później tradycja ubierania choinki, która jest chrześcijańskim symbolem drzewa rajskiego. Przez zieleń, którą zachowuje nawet w zimie, jest dla wierzących symbolem Chrystusa, jako "drzewa życia", ozdobiona lampkami symbolizuje Chrystusa - "światłość świata"

 
Zamarła Turnia
28.09.2015.

Zamarła Turnia

Wymarły, opustoszały kocioł skalny, zasłany rumowiskiem głazów. Zewsząd otaczają go strome ściany. Dolina Pusta nie na darmo nosi swą nazwę. Ani śladu w niej bujnej roślinności, kosówek, kwietnych łąk, ani śladu stawu, który by niebieską lub szmaragdową barwą wód łagodził dzikość tego zakątka. Nic, tylko szarość stwardniałych płatów śnieżnych, czerń skał i piargi beznadziejne pola piargów, to ruchliwych, usypistych, świeżo spadłych ze ścian i żlebów, to znów na dnie doliny ogromnych, nieruchomych, pokrytych szorstkim porostem, granitowych bloków.

 Jeśli kiedykolwiek, poznawszy już uroki Zawratu, zapragniesz, Czytelniku, powrócić z Pięciu Stawów na Halę Gąsienicowa od­mienną drogą — ścieżką przez Kozią Przełęcz, wtedy przystaniesz na chwilę wśród złomisk Pustej Dolinki i ujrzysz widok, który nieprędko uleci z Twej pamięci. Na prawo zwieszać się będą nad Tobą ściany Koziego, na lewo krzesanice Zmarzłych Czub, zaś wprost...

Wprost od północy zagrodzą Ci drogę płyty urwiska, pionowo opadające na piargi doliny. Bije od nich niedostępność, surowa potęga i groza. Bije zuchwała pewność swej mocy. Któż by się poważył atakować ten nieprzebyty mur? Jakiż śmiałek powierzyłby swe życie tym odstraszająco gładkim zerwom? Południowa ściana Zamarłej Turni pozostanie chyba na zawsze symbolem tego, co dla człowieka jest nieosiągalne...

Jednakże cierpliwa, wytrwała wola ludzka nie zna przeszkód nie do przezwyciężenia. Ściana Zamarłej została pokonana już czterdzieści pięć lat temu. Musiała ugiąć się przed zdobywczym rozmachem człowieka. Została nie tylko- pokonana, ale i ujarzmiona: niewielką stosunkowo jej powierzchnię pokrywa dziś gęsta sieć ośmiu oddzielnych dróg, nie mówiąc już o licznych wariantach. Na drogach tych młodzi taternicy wypróbowują swe umiejętności wspinaczkowe. Zbadano niemal każdy fragment ściany każdą półkę, rysę czy kominek obfotografowano, opisano, pedan­tycznie skatalogowano w drukowanym przewodniku po Tatrach Wysokich.

Zanim to jednak nastąpiło, Zamarła Turnia broniła się uparcie i walka o nią trwała jeszcze długo po jej zdobyciu. Ściana to niezbyt wielka, liczy ledwie sto pięćdziesiąt metrów wysokości. Ani jej się mierzyć z potęgą północnych urwisk Mięguszowieekiego czy Niżnich Rysów. Żadna jednak z tych ścian i może żadna w ogóle ze ścian tatrzańskich nie posiada historii tak bogatej, tak obfitującej w tragiczne epizody jak południowa Zamarłej. Wokół żadnej też nie powstał taki mit nieprzystępności, mit śmiertelnego ryzyka. Krążyły legendy sprawiające, że nawet najodważniejszy, najsprawniejszy wspinacz, wstępując w skały Zamarłej odczuwał gniotący ciężar psychicznego ucisku, niepokój, lęk, grozę...

Wielkie, sześciuset- czy ośmiusetmetrowe ściany mają to do siebie, że ich powierzchnia urzeźbiona jest potężnymi żlebami, kominami, filarami, grzędami. Stwarza to możliwość lawirowania wśród tych formacji skalnych, wyszukania drogi nieco przystępniejszej, ukrycia się bodaj na pewien czas w głębokim wnętrzu jakiejś rysy czy komina przed widokiem stale rosnącej pod sto­pami przepaści. Gdy tymczasem południowa ściana Zamarłej — gładki monolit litych, jakby polerowanych płyt o nachyleniu przekraczającym często osiemdziesiąt i więcej stopni, pozbawiony jakichś większych wgłębień, platform, półek — odstraszała już samym wyglądem, a zapewne trochę i ponurą nazwą turni.

W czasach gdy główne wysiłki wspinaczy szły w kierunku zdobywania urwisk najwyższych i najwybitniejszych szczytów tatrzańskich, ściana Zamarłej Turni pozostawała jakby nie zauwa­żona. Jednakże już w roku 1909 dostrzegli ją i zaatakowali świetni taternicy węgierscy, bracia Gyula i Roman Komarniccy. 4 sierpnia tego roku pierwsi wkroczyli w nie dotknięte stopą ludzką skały południowej ściany. Obrali od razu drogę najwłaściwszą i najlogiczniejszą  wprost w linii spadku wierzchołka, szlakiem, którym później rzeczywiście zdobyto ścianę.

Jednakże Komarniccy, na­potkawszy pierwsze poważne trudności, uznali, że wyżej teren jest niedostępny. Postanowili zejść i jeszcze tego samego dnia popró­bować w innym miejscu. Tym razem zaatakowali wybitne zacięcie wiodące środkiem płytowej ściany, a na lewo od zamierzonej po­przednio drogi w linii spadku wierzchołka. Wśród dużych trud­ności bardzo powoli, ale nieustępliwie posuwali się wspina­cze owym zacięciem (noszącym dziś nazwę Zacięcia Komarnickich), aż .wyprowadziło ich ono na sporą trawiastą platformę. Tym­czasem począł się zbliżać wieczór taternicy postanowili na razie zrezygnować z dalszych usiłowań i zejść na noc do schro­niska.

Następnego dnia, znaną już sobie drogą, dość szybko osiągnęli wczorajszą platformę. Gładką pionową ścianką udało im się jesz­cze wydostać kilka metrów w górę na oryginalną wąziutką pó­łeczkę, ciągnącą się w poprzek całej ściany Zamarłej, od Zmarzłej Przełęczy aż po Kozią Przełęcz. Wyżej jednak, nad półeczką, piętrzyły się dachówkowato uwarstwione przewieszki bez chwytów i stopni, bez jakichkolwiek możliwości wspinania się. Stary wyga górski, Gyula Komarnicki, nie rezygnuje jeszcze. Postanawia trawersować półeczką w prawo. A nuż dalej otworzy się przed nim jakaś niewidoczna stąd rysa lub kominek. Roman Komarnicki wklinowuje się za sterczący z półeczki blok, uważnie asekuruje brata liną, a Gyula rozpoczyna trawers. Skały wystające ponad półeczką odpychają. Gyula posuwa się z najwyższą trudnością, czołgając się pod przewieszkami. Po chwili musi iść całkiem na zewnątrz na samych rękach, dla których wyszukuje jakie takie chwyty, natomiast nogi zwisają mu luźno w powietrzu, nie znajdując oparcia na pionowej płycie.

Wtem, jakiś pozornie mocny chwyt wyrwał się spod ręki, zmę­czona druga ręka nie utrzymała ciężaru ciała i wspinacz runął w dół. Asekurujący czujnie Roman nie stracił głowy. Błyskawicz­nie ściągnął ile się dało liny, zaparł się jeszcze mocniej za blo­kiem i wytrzymał potężne szarpnięcie. Gyula zrobił w powietrzu wahadło o promieniu ośmiu metrów, tj. tyle, o ile odległy był od brata i zawisł nie ponosząc żadnej szkody, poza lekkimi potłuczeniami. Obaj wspinacze cali i zdrowi zeszli w dół na piargi. Rutyna wysokogórska, fachowość, rozwaga i zimna krew wzięły górę nad zawziętością groźnej turni. Jednakże ściana pozostała nie zdobyta.

Próby braci Komarnickich narobiły wiele hałasu w małym ówczesnym światku taternickim. Najlepsi polscy wspinacze ru­szyli do szturmu. Aleksander Schiele i przewodnik Jędrzej Ma­rusarz byli o krok od zdobycia ściany, atakowali ją również Wła­dysław Kulczyński i Mieczysław Świerz, Próby szły ciągle szla­kiem rozpoczętym przez Komarnickich.

Wreszcie 16 lipca 1910 roku pod ścianą zjawiają się czterej mło­dzi wspinacze i narciarze zakopiańscy: Henryk Bednarski, Józef Lesiecki, Leon Loria i Stanisław Zdyb. Szturmują ścianę inaczej: rysą nieco na prawo od Zacięcia Komarnickich. I ta próba kończy się odwrotem, ale pozwala wejrzeć dokładnie w ścianę i uczynić doniosłe spostrzeżenie. Mianowicie teren jeszcze bardziej na prawo, w linii spadku wierzchołka, a więc w miejscu, od którego Komar­niccy poprzednio rozpoczęli próbę wejścia, daje więcej szans na przejście niż ich zacięcie. Nie można tylko forsować przewieszek . . . 

Fragment książki Wawrzyńca Żuławskiego rozdział "Tragedie tatrzańskie" wyd II 1967 rok str 134. Nasza Księgarnia

 
Topienie Marzanny
08.03.2015.
 

Słowiańskie obrzędy topienia marzanny

 Słowiańskie obrzędy topienia marzanny i noszenia gaika, to najstarsze zachowane obrzędy wiosenne, prawdziwe fenomeny w skali europejskiej. Zachowały się do dziś w niemal niezmienionej formie utraciwszy jednak pierwotny, magiczny charakter na rzecz wesołej zabawy.
Najstarsza znana informacja o obrzędach marzanny na Śląsku pochodzi z XV w. z przekazu Jana Długosza , który napisał: „W Wielkiej Polsce i Szląsku siódmego dnia marca topią marzannę, ubrawszy jako niewiastę”.
Według najdawniejszych materiałów źródłowych obrzęd ten polegał na wynoszeniu ze wsi i topieniu lub paleniu (jeśli nie było wody) przez grupę kobiet kukły marzanny (uosabiającą słowiańską boginię symbolizującą zimę i śmierć) ubranej w kobiecy strój i osadzonej na żerdzi.
Strój marzanny był tradycyjny dla danej społeczności ale stałym elementem była biała koszula, być może był to ślad słowiańskiej białej chusty żałobnej.
W wielu miejscowościach Śląska Opolskiego dziewczęta uczestniczące w obrzędzie miały stroje i wianki identyczne jak marzanna. Przebiegowi uroczystości towarzyszyły pieśni. Obrzęd kończył się przyniesieniem do wsi, również przy wtórze pieśni, ustrojonego gaika (maika), tj. choinki lub niedużego zielonego drzewka (sosny lub jodły).
Józef Lompa w XIX w. napisał: „Przyjął się też w niektórych miejscowościach Śląska zwyczaj, że po wyniesieniu (wyrzuceniu) śmierci przynoszono do wsi pięknie ustrojoną kukłę, którą zwano Dziewanną, boginią życia”.
W wielu wsiach Opolszczyzny obrzęd marzanny i gaika był świadomą formą manifestowania tradycji rodzinnych i narodowych. Co ciekawe, nawet w okresie rządów A. Hitlera obrzędom towarzyszyły wyłącznie polskie pieśni m.in. takie:

„Marzaneczka krasna

Co w lesie urosła

W lesie ją ścieli

Do domu ją wzięli

Nasz gaik zielony

Pięknie przystrojony”.


„Oderko, Oderko – czarna woda w tobie,

Bo miła miluśka we wielkiej żałobie.

Oderko, Oderko – czarna woda w tobie,

Bo moja miluśka we wielkiej żałobie”.

 W obrzędzie marzanny udział brali dorośli. Dopiero współcześnie, gdy zwyczaj wyraźnie zdewaluował się, ton uroczystości nadaje młodzież.

Chrześcijaństwo próbowało zakazać tego starosłowiańskiego zwyczaju.
W 1420 r. Synod Poznański nakazywał duchowieństwu: „Nie dozwalajcie, aby w niedzielę odbywał się zabobonny zwyczaj wynoszenia jakiejś postaci, którą śmiercią nazywają i w kałuży topią”.
Rodzima tradycja okazała się jednak silniejsza chociaż widoczna jest wyraźna jej sztuczność i brak refleksji. W konsekwencji na przełomie XVII i XVIII w. próbowano tradycję topienia marzanny zastąpić (w środę przed Wielkanocą) zrzucaniem z wieży kościelnej kukły symbolizującej Judasza, co również zakończyło się niepowodzeniem.
Obecnie obrzęd odbywa się łączony jest z nastaniem kalendarzowej wiosny 21 marca lub z przypadającym na ten właśnie okres Jarym Świętem.

Na podstawie: J. Pośpiech, Zwyczaje i obrzędy doroczne na Śląsku, Opole 1987 i B. Ogrodowska, Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne, Warszawa 2009.

 
««  start « poprz. 1 2 3 4 5 6 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 1 - 5 z 30

Konkurs


Aktualny widok na Tatry



Forum PTT


 

Kontakt



Zapraszamy serdecznie w środy
O godz. 18.00 do ŁDK
ul. Traugutta 18 - sala 313

Kalendarz

<<  Lis 2017  >>
    1  2  3  4  5
  6  7  8  9101112
13141516171819
20212223242526
27282930   
Polecamy "Księgarnie Górską"
Miłosza Martynowicza
 
Image



Image

Image

Newsletter